Blog > Komentarze do wpisu

Śliwka w kompocie

Jack'u,

 

Jakby Ci to delikatnie przekazać...  Nie chodzi o to poznanie Rosz z żoną. Przecież pisałam, że taka sytuacja, jaka miała u mnie miejsce, możliwa jest tylko w sprzyjających okolicznościach. Nie chodzi też o to, że nie dopuszczasz nawet do siebie myśli, że Rosz może (skoro już teraz przejawia takie ciągoty ;) zakochać się i być z kimś starszym od siebie (i nie będącym Jack'iem!). 

Chodzi o to, że teraz widzę, że to Ty nie dajesz jej odejść! I co gorsze, nie dajesz jej szans na poznanie nowych facetów! Jak znam życie i Ciebie, to komentujesz każdego nowego jej kolegę. Negując facetów, sprawiasz, że myśli, że jest tak bezndziejna, że trafia na samych elemenciarzy. Zachęcając ją - odpychasz jeszcze bardziej, bo ma pewnie wyrzuty, że poznała kogoś godnego zainteresowania i przez to nie może z Tobą się spotkać i rani Twoje uczucia. Stoi na rozstaju dróg jak mały, zagubiony jelonek i zastanawia się którą wybrać stronę. Choć wybór, jak na razie, jest bardzo oczywisty.

I nie wiem czy zdajesz sobie sprawę, ale jesteś najzwyczajniej w świecie o nią zazdrosny. 

Wiem, pisałam Ci, że kolejnego mojego wpisu masz się bać. Mam nadzieję, że się boisz. Wiesz czego? Myśli, Kochany. Myśli. Obym pobudziła Cię do ruszenia szarych komórek.

Tyle tytułem odpowiedzi na Twój list.

Teraz muszę Cię zbesztać za to, że miałeś mnie bronić, jak starszy brat młodszą siostrę, jak husaria polskich granic, jak Ukraińcy swojej wolności na Majdanie... I co? Poległam. Znów mnie pochłonęła ta diabelna ruleta. I znów podrywam, jestem podrywana. Najgorsze, że skutecznie. Najgorsze, że jak małolata jakaś, daję się podejść stałym oklepanym tekstom. Pół biedy, jak piszą to jakieś chłopaczki-robaczki. Więcej biedy, jak zaczyna pisać się fajnie, a rozmówca przypomina wyglądem Twojego ulubionego aktora. Katastrofa, jak już w głowie pojawia się taka cieniutka nić... malutka... w postaci planu, co by tu zrobić, żeby tak w realu się spotkać. Choć raz. Na chwilę. 

Jack'u... Jak żyć?

 

Dobita własną niemoralnością (aczkolwiek z nutką tlącej się jeszcze nadziei)

- Elizabeth S.

 

PS Nawiasem - kto daje takie tytuły?! Ja o mało nie zeszłam na łono diabelskiej otchłani, jak listonosz wręczył mi list od Ciebie, a tam: "coming out". Moja pierwsza myśl: "Orzeszkurwajapierdolę! Niemożliwe!". Nigdy, ale to przenigdy, tak nie rób więcej!

piątek, 24 stycznia 2014, rozbitek_elizabeth_s

Polecane wpisy