RSS
wtorek, 28 listopada 2017

Moja droga Elizabeth,

ukajam się krótko w punkcie pierwszym mimo, że wiem ile miesięcy zaglądałaś z nadzieją - sześć. Przeżyłaś - po co drążyć temat.

Napiszę Ci w zamian szerzej o punkcie drugim, gdyż jest ciekawszy od nudnego czekania czy kajania. Otóż, miało być jak w American beauty (1999) gdzie znudzony wszystkim dookoła facet spotyka zmysłową (to jest słowo klucz) nastolatkę i jego życie zmienia się diametralnie. Sypiące się z nieba płatki róży na jego ciało wygodnie rozłożone na łóżku to zbyt słaba katachreza... tak miało być. A wyszło jak w Interview (2007) gdzie pełen pychy dziennikarz, który myślał, że jakby tylko chciał to doszedłby do finału 1 z 10 biorąc tylko na siebie, dziennikarz, który z obrzydzeniem i wstrętem poszedł na omeg... pardon! do restauracji, w której umówił się na wywiad z pustą, wyszczekaną, rozkojarzoną, niepunktualną, zmysłową (to jest słowo klucz) aktoreczką telewizyjnych seriali klasy C. Dziennikarz przez całe spotkanie był przekonany, że kontroluje sytuację, że wie co robi, że takie aktoreczki, które malują sobie brwi grubą kredką a włosy farbują na czerwono, to on nosem wciąga i wypluwa z resztkami burbona. Tak jednak się nie stało, to ona go wciągnęła nosem i pokazała (jeśli wolisz to określenie) czerwoną kartkę (ja wolę określenie: środkowy palec).

Z całej historii morał wynika taki, że polecam oba filmy. Zwłaszcza Interview i rolę Stevena Buscemi.

wtorek, 07 listopada 2017

Jack'u

Twoja odpowiedź zbiorcza była wyczerpująca, więc poproszę Cię o rozwinięcie dwóch punktów (a mogłam wszystkich ;)

Punkt 1. wymaga dużo większego kajania się. To, że wiedziałeś, że sobie poradzę, nie usprawiedliwia Cię w jakikolwiek sposób. Nawet nie wiesz ile miesięcy zaglądałam z nadzieją, że zapytasz co u mnie, czy żyję i jak mi w życiu :P Ale wiem... Faceci to egoiści i nie myślą o innych. Masz rację - przeżyłam, więc po co drążyć.

Dużo więcej chciałabym się dowiedzieć o tej piłkarce (pkt 2), której dałeś czerwoną kartkę, bo wnioskuję, że to była kobieta. Tylko my jesteśmy zdolne do pchania się w cudze życie.

I w ogóle napisz jak ma się Twoja moralność, bo skoro zacząłeś pisać tutaj, to znaczy, że nie najlepiej.

Elizabeth S.

PS Na drzewo z rocznicami - i tak tylko ja o nich pamiętam.

16:29, rozbitek_elizabeth_s
Link Dodaj komentarz »
środa, 01 listopada 2017

Moja droga Elizabeth,

Poruszyłas tyle tematów, że nie wiem od czego zacząć. Będę więc odpowiadał po kolei - akapit po akapicie
 
1. I shame on me. Aczkolwiek wiedziałem, że sobie poradzisz.
 
2. Ty na pewno nie wjechałaś w moje życie z kopytami, bo jesteś zbyt powściągliwa i skromna by wjeżdżać w czyjekolwiek życie w ten sposób, wjechał kto inny i już wyjechał bo takie wjazdy z wślizgu kończą się najczęściej czerwoną kartką.
 
3. Na dwa kolejne akapity o Twoich rozterkach chciałem odpowiedzieć dwoma jeszcze większymi akapitami, ale się ugryzę w język, bo musiałbym to samo napisać również o sobie, a jak wiadomo krytykę zawsze gorzej się przyjmuje niż "peany na swoją cześć".
 
4. Jeśli chodzi o "czwórkę", to tutaj grubo pojechałaś. Czwórka przy pełnej akceptacji wszystkich uwikłanych? Mimo mojej brudnej wyobraźni nigdy bym na to nie wpadł. A może jestem zbyt zaborczy? i lubię mieć wszystko na wyłączność - a przynajmniej stwarzać sobie takie pozory, że jest na wyłączność. Wyobrażam sobie dzielenie się z kimś innym, ale nie wtedy, kiedy akurat ja chce ciastko ;)
 
5. Czwarte urodziny bloga a ja oczywiście zapomniałem o tej rocznicy... ach jakie to prozaiczne. Ona pamięta i czeka na kwiaty a on wraca za trzy dni cuchnący bimbrem i damskimi perfumami głupio sie uśmiechając ;)
 
6. na "PS" też odpowiem. Szał jest moim ulubionym obrazem od czasu wizyty w Sukiennicach. Od tamtej pory kojarzy mi się z wszystkim i odwrotnie też.
 
Twój Jack
 
PS. Jeśli życzysz sobie rozwinięcia któregoś z punktów napisz, którego a uczynię to z rozmachem.
16:29, rozbitek_jack_s
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 22 października 2017

Drogi Jack’u

Masz cierpliwość muszki owocówki. Ja czekałam na jakiekolwiek wsparcie z Twojej strony czy zainteresowanie całe pół roku (a i tak się nie doczekałam), a Ty niecałego miesiąca nie możesz wytrzymać. Shame on you – chciałoby się powiedzieć…

Nie wiem kto wjechał w Twoje życie kopytami i to czwórką (mogę się tylko domyślać), ale to nie byłam na pewno ja. Jednak doskonale rozumiem Twoje rozterki. Ostatnio bardzo mocno o nich rozmyślałam, bo jesienna aura także mnie wysłała na ciemne wody morza.

Dlaczego ja znów pływam po morzach i oceanach, siedząc na granicy tratwy, ryzykując utonięcie? Uderzenie obuchem okazało się bardzo bolesne i wyryło mi ogromną rysę. Wcześniej szukałam kogoś, kto mnie wyrwie ze związku bez przyszłości i da mi szczęście. Znalazłam. Do czasu aż ociekało wszystko lukrem - tak było słodko. Chyba za słodko, bo on musiał sobie urozmaicić czas innymi, ale mniejsza z tym. Wyjaśniliśmy sobie wszystko. Dlaczego jestem z nim nadal? Bo robiłam dokładnie to samo – rozmawiałam z innymi, a dokładniej z jednym. Boskim. Pamiętasz pewnie go z wcześniejszych wpisów. Moja druga połówka. Znajomość rozwinęła się na tyle, że nawet telefonicznie musieliśmy już rozmawiać, bo maili było nam za mało. Jednak nasza przyzwoitość nigdy nie pozwoliła nam na spotkanie. Dlaczego więc nie miałabym wybaczyć parterowi rozmów z innymi, skoro sama jestem gorsza?

Przyszła jesień, z nią chandra jakże dla tej pory roku charakterystyczna, a ja znów zaczęłam szukać kontaktu z innymi. I nie wiedziałam dlaczego. Jednak już wiem. Poczucie własnej wartości. Młody mi ją podbudował i zawalił… ciężko mu będzie odbudować na nowo. Może chwalić, prawić komplementy, śpiewać pieśni na moją cześć, ale… To samo robił innym. To samo mogą robić inni mi. Którzy dają nadzieję, że ja będę dla nich wyjątkowa, jedyna. Ale… Każdy lukier kiedyś spłynie. Każdy motyl w brzuchu kiedyś zdechnie. Każda internetowa znajomość, nawet jeśli przerodzi się w znajomość realną - trafi na ścianę zwaną codziennością. Jeśli nie po miesiącu, to może po 10 latach, ale trafi. Tak samo jest z Tobą – potrzebujesz peanów na swoją cześć, żebyś czuł się lepiej. Pytanie, czy warto ryzykować to co się ma dla niewiadomej przyszłości? Czy może lepiej zmienić zużyty materac wywołując tym samym jakieś zmiany w zachowaniu, myśleniu i postrzeganiu dotychczasowego związku?

Może jakimś wyjściem jest czwórka…  Boski czy Młody, mimo tego, że mnie zawiedli na pewnym etapie znajomości, są dla mnie nadal najważniejszymi osobami. Ale czwórka jest możliwa tylko przy akceptacji wszystkich jej podmiotów. Masz tyle miejsca, żeby powiększyć pokój?

Chyba wróciliśmy na początek naszych rozmyślań. Kiepsko, bo to znaczy, że nie uczymy się na własnych błędach. A za dwa dni mamy 4 rocznicę rozpoczęcia tego bloga…

Elizabeth S.

PS „Szał” też sobie obejrzałam – wymowny… Zaraz pomyślałam o sobie…

19:38, rozbitek_elizabeth_s
Link Dodaj komentarz »
piątek, 20 października 2017

Moja droga Elizabeth,

Dzisiaj jesień zaświeciła na złoto i ten kolor *** złotej jesieni wywołał u mnie reminiscencję minionego lata. Podczas mojego pobytu w królewskim Krakowie odwiedziłem sobie galerię w Sukiennicach. Piękne klimatyzowane wnętrza koiły trudy miejskiego upału i suszyły pot na moim czole (pod pachami też). Ale nie będę pisał co mnie tak „spociło” bo miejsca za mało, może kiedy indziej, a teraz przejdę prosto do galerii.

Otóż galeria podzielona jest na dwie części – prawą, gdzie wiszą bilbordy naszej narodowej pychy i krnąbrności: bilbord upodlenia Prus vis-a-vis bilbordu wkurwu naszych. Nie mam nic do Matejki, ale dzisiaj na bank dostał by posadę w TVP albo w TVN jako dobry propagandzista, oraz na część lewą, która (jak już jestem przy telewizyjnym porównaniu) bardziej pasowałaby do Discovery. I przy części „Discovery” chciałbym pozostać.  Jest tam „czwórka”. Zarąbisty obraz, gabarytami zbliżony do bilbordów z prawej sali, wielkie konie, które prawie nabiegają na człowieka z impetem. Stojąc przed tym obrazem instynktownie upewniłem się, czy mam drogę ucieczki w razie gdyby jednak udało się im wyrwać z tego obrazu. Ba! Nie tylko bałem się o siebie stojąc przed rozpędzonymi końmi ale nawet zacząłem bać się o woźnice, że w końcu wypadnie z tego wozu! Od tamtego czasu boję się nieco czwórek. Czwórka doprowadza mnie do szału („Szał” wiszący naprzeciwko „czwórki” jest jeszcze lepszy, ale o nim też kiedy indziej). Za każdym razem kiedy słyszę „czwórka”, kiedy widzę „cztery palce” kiedy nawet słyszę „Felices los 4” to mi żołądek osiada niżej... nie wiem kiedyś tego nie miałem.

A szczególnie, kiedy słyszę te przeklęte  „Y lo hacemos otro rato, Y lo hacemos otro rato, Y lo hacemos otro rato...” Dlaczego do cholery innym razem? Dlaczego nie teraz kiedy wjechałaś z kopytami w moje życie? czwórką!

Twój Jack

PS. do listu dołączam zdjęcie lewej części galerii (Twoje wprawne oko pewnie wypatrzy mnie na nim gdyż się nań załapałem niechcący)

czworka

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 21