RSS
niedziela, 07 czerwca 2015

Drogi Jack’u,

Nie wiem jak zacząć po tak długiej przerwie. Za dużo rzeczy wydarzyło się w moim życiu. I dobrych i złych. Pamiętasz jak pisałeś, że wypadłeś z szafy? Mnie też to spotkało, jednak ja najpierw postanowiłam zakończyć swój wieloletni związek na amen.

Nie ma chyba nic trudniejszego niż powiedzieć komuś, że się go nie kocha. Że nie chce się już z nim być, dotykać, śmiać się z jego dowcipów, słuchać, spotykać z jego znajomymi i rodziną. Było ciężko. Bardzo ciężko. Tak ciężko, że byłam bliska zmiany zdania, zrobiłam parę niepotrzebnych głupstw, powiedziałam wiele niepotrzebnych słów. Użalałam się nad nim. Chodziłam tak nerwowa, nafaszerowana uspokajaczami, że w końcu nawet szef zauważył… Dostałam tydzień wolnego i wyjechałam. To było oczyszczające, bo i się wyszalałam trochę (studenckie środy to stanowczo nie imprezy dla mnie :P tekst „ooo, ta piosenka jest fajna, zróbmy sobie zdjęcie” rozbroiła mnie i pokazała, że ja jestem już stara ;) bo jak można robić zdjęcie przy ulubionej piosence, skoro jej na tej fotce i tak nie słychać??) i w życiu tak szczerze nie rozmawiałam z siostrą. Kilometry przejechane rowerem nad morzem, wiejący wiatr i padający deszcz (no dobra, mało padało, nawet kurtki przeciwdeszczowej z walizki nie wyjęłam) oczyściły moje myśli, rozjaśniły umysł i wtedy do mnie dotarło… To naprawdę koniec.

Wracając do domu bałam się strasznie (a godzin drogi powrotnej miałam całkiem sporo). Na miejscu okazało się, że nie taki diabeł straszny jak go malują, a mój „ex” bardzo szybko znalazł pocieszenie. Skłamałabym, gdybym powiedziała, że to mnie nie ukłuło, ale jednocześnie kamień spadł mi z serca. Poczułam się w pełni wolną osobą.

Okazało się tylko, że zostałam bez znajomych i przyjaciół w „realu”. Swoich utraciłam lata temu, a jego - wiadomo, że trzymają z nim. Ja jednak… mimo wszystko czuję się szczęśliwa :) Naprawdę szczęśliwa.

Nie wiem czy tym sposobem dobiję do brzegu. Nie wiem czy wyjdzie mi z Młodym, bo różnicę wieku wszyscy widzą jako problem. Nie wiem co będzie dalej. Ale… JESTEM SZCZĘŚLIWA!!

Twoja wirtualna przyjaciółka,

Elizabeth S.

18:14, rozbitek_elizabeth_s
Link Dodaj komentarz »
sobota, 20 grudnia 2014

Miałam już tutaj nie pisać. Jednak tyle się wydarzyło, że muszę gdzieś przelać swoje myśli. Pominę, że wszystkie rady, jakie dawałam Jack’owi, powinnam sama przestudiować. Pominę też, że wcale mi się one nie podobają…

Kiedy flirtuje się z internetowym „przyjacielem” jest wszystko ok, do czasu aż się jedna strona nie zakocha. Wtedy mamy tzw. friendzone i kiepską sytuację. Jednak, wierzcie mi, gorzej jest kiedy dwie strony poczują coś więcej, a jedna z nich jest już w stałym związku. Nie chodzi już o kochanka/kochankę, ale o coś więcej. Coś, co chciałoby się czuć do chłopaka, narzeczonej, męża – a poczuło się właśnie do tej drugiej osoby. Kiedy wie się, że o to właśnie stoi przed nami nasza druga połowa jabłka. Co wtedy?

Wybór - to najtrudniejsza rzecz jaką trzeba wtedy dokonać. Porzucić dotychczasowe - wygodne, pełne obowiązków, zobowiązań, kłótni, wspólnych historii – życie, czy (wiedząc że aktualny partner/partnerka bardzo kocha, a nawet stara się, bo zaczyna czuć zmiany w zachowaniu) zacząć walczyć  o „starą” miłość?

Wybór – próbowałam się radzić wielu osób, którą opcję wybrać. Czas przemyśleń był najgorszym czasem w moim życiu. Wahania nastroju doprowadzały mnie do szału, byłam cała nerwowa (w pracy też był gorący okres, co potęgowało jeszcze nerwowość), ilość łez wylanych do poduszki mogłaby spokojnie zasilić pierwszy na świecie słony staw. Żeby podjąć właściwą decyzję trzeba poważnie porozmawiać z obiema stronami. Poważnie…

Ja w końcu decyzję podjęłam. Sama. Tylko za cholerę nie wiem jak powiedzieć o tym drugiej stronie. I to jest jeszcze gorsze niż dokonanie wyboru.

 

(Jakby film nie działał - link

Wiem, że to co napisałam jest wyrwane z kontekstu. Ten niech każdy dorobi sobie sam. Wiem, że opisałam wszystko w wielkim skrócie. Może kiedyś będę w stanie.

 

Zapewne nie po raz ostatni jednak tutaj pisząca…

Elizabeth S.

21:55, rozbitek_elizabeth_s
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 04 września 2014

Drogi Jack’u Drodzy Czytelnicy,

Z wielkim smutkiem donoszę, że jest to najprawdopodobniej ostatni wpis na tym blogu. Nie ma sensu pisać tu samej (sama to piszę w innym świecie), bo liczyła się akcja-reakcja. Reakcji brak, więc po co akcja? Doszły mnie słuchy, że Jack, rozbitek taki jak ja, nie opanował swojej tratwy (wiadomo, wiek robi już swoje) i z wielkim prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością – zatonął. Do tego zjadła go jakaś ryba szlachetnie urodzona (sieja, łosoś czy delfin – nie jestem pewna).

Pewne jest jedno - wszystko kiedyś się kończy. Czasem wypadamy z szafy z hukiem, czasem toniemy w ciszy, czasem obrywamy tłuczkiem po głowie. Walczymy o swoje szczęście, dobro, przyjemności, często zapominając egoistycznie o innych. Często nie wierzymy, że to co nieuchronne kiedyś nastąpi, że wyjątki od reguły tylko ją potwierdzają (ta bywa jednak częściej niż wyjątek).

Powinniśmy nauczyć się uczyć się na cudzych błędach, żeby swoich nie popełniać… Ale życie byłoby wtedy strasznie nudne. A nudzić się nikt nie lubi.

Jedną rzecz warto jednak zapamiętać i wbić sobie do łba: prawda jak oliwa, zawsze na wierzch wypływa…

 

Nie płacz Czytelniku drogi,

Bo partnerom rosły rogi.

Teraz będą piłowane,

W głąb szuflady odkładane.

 

Do zobaczenia w głębinach  - Elizabeth S.

 

PS Link do tytułu TU 

23:07, rozbitek_elizabeth_s
Link Dodaj komentarz »
środa, 20 sierpnia 2014

Najdroższy Jack'u,


Dawno się tak nie cieszyłam na widok mojej własnej, osobistej papeterii, zakupionej specjalnie do pisania listów do Ciebie. To, co przeżyłam w drodze powrotnej z wyprawy wakacyjnej, nadaje się na poradnik "Jak stracić trochę kasy nie śpiąc kilkadziesiąt godzin i zaliczyć przejażdżkę zagraniczną suką policyjną".

Tytuł niewiele odbiega od prawdy. Było pięć dup w samochodzie - i to nie jednym, bo naliczyłam trzy. Trzy były też doby - bez snu. Był też jeden przepyszny, najlepszy jaki kiedykolwiek jadłam, obiad przygotowany prawdopodobnie przez krewnego Mesuta Özila. 

Kiedy dotarłam w końcu do swojej kajuty na tratwie i wzięłam gorący prysznic, zasnęłam snem tak twardym, że dopiero teraz się obudziłam. 

W czasie tych kilkudziesięciu godzin dowiedziałam się, że naginanie czasu jest możliwe. Wystarczy zamknąć oczy na pół godziny, by po ich otwarciu stwierdzić, że minęło tylko pięć minut.

Na koniec chciałam Ci serdecznie podziękować za rozbawienie mnie i poprawę humoru w czasie tych trudnych chwil. Może zabrzmi to patetycznie, ale Twoja opowiastka historii z kubkiem przypadkowo uratowała mnie od załamania.

A w ogóle Jack'i to fajne chłopaki :-) ale dla Ciebie to żadna nowość :-P 


Zmarznięta do szpiku, Elizabeth S.

było i tak


Ps Język na plecach? I nie wiem czy dokładniej czytać to co do Ciebie piszę, czy Tobie kazać czytać ze zrozumieniem :-P

21:26, rozbitek_elizabeth_s
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 14 sierpnia 2014

Droga Elizabeth,


właśnie wylegiwałem się w hamaku z jedną nogą zwieszoną poza nim kiedy przyniesiono mi omszałą butelkę po Guinnessie, w której był niewielki liścik pachnący owsianką i jajecznicą z bekonem. Od razu wiedziałem, że to list od Ciebie. Rozwinąłem papier i zacząłem czytać. Mimo, że ostre słońce nie pomagało a rozwrzeszczane papugi nie pozwalały się skupić, zmrużyłem oczy i zacząłem składać literki. Po przeleceniu nudnego wstępu o Twoich uzależnieniach i chuciach, które i tak przecież wszyscy znają, chciałem go odłożyć i dokończyć podczas picia wieczornej mrożonej herbaty z liściem mięty i cytryną... ale nagle zerwałem się z hamaka! Papugi zerwały się z okolicznych krzewów obficie nawożąc spalony słońcem grunt, long drink wylał się na mój rozgrzany, mimo kojącego cienia palm, tors. Stanąłem na gorącym pisaku i nie wierzyłem własnym oczom! Jeszcze raz przeczytałem ten fragment.
Obcy człowiek lizał Cię po plecach! Nie chcę nawet pytać jak długo on miał za Tobą ten język, ale pewnie wystarczająco długo by po smaku olejku do opalania z Biedronki stwierdzić, że jesteś na wczasach...


Pozostający w głębokim szoku


Jack S.

10:22, rozbitek_jack_s
Link Dodaj komentarz »
środa, 13 sierpnia 2014

Drogi Jack'u,


Zauważyłam, że jestem uzależniona od gg, poczty, blogów i ogólnie od internetu. Dobrze, że do firmowej poczty zapomniałam loginu, bo pewnie też bym sprawdzała :P Muszę to chyba po urlopie zmienić.

Tymczasem na urlopie odkryłam,  że uwielbiam... facetów. Rozmowy, wygłupy i całe to zamieszanie wokół flirtowania. W sumie jakie odkryłam... Ja taka chyba już jestem.

Opowiem Ci jedną z historii, które tu mnie spotkały:

Siedziałam na schodach przy plaży i robiłam zdjęcia wszystkiemu co się rusza. Musiałam odpocząć od rodziny i swojego faceta. Jednak tyle czasu razem i to w jednym miejscu, może doprowadzić człowieka do szału.

Nagle ktoś usiadł za mną na schodku o jeden wyżej,  a że miałam pod słońce, nie widziałam dokładnie kto. Tyle tylko, że to mężczyzna. Czułam się trochę nieswojo - obcy kraj, język i człowiek za mną. Nagle zagadał do mnie po angielsku: - Robisz wszystkim dookoła zdjęcia. Mogę zrobić jedno Tobie? Żebyś miała jakąś pamiątkę, bo widać, że jesteś tu na wakacjach. Ach, i przepraszam, jestem Tom.

Swoją łamaną angielszczyzną przedstawiłam się i potwierdziłam, że jestem u rodzeństwa w odwiedzinach. Poprosiłam też o zdjęcie na tle morza.

Facet miał około 35 lat, ciemne włosy, niebieskie oczy i był przystojny do tego stopnia, że mnie onieśmielał. Nigdy nie umiałam rozmawiać z przystojnymi facetami, bo się ich wstydziłam.Porozmawialiśmy o pogodzie,  morzu, które właśnie zaczynało przypływ,  po czym podziękowałam za serię zdjęć i przeprosiłam, bo musiałam już wracać. Kiedy wstałam i pozbierałam swoje rzeczy zaproponował, że mnie odprowadzi, bo robi się ciemno.

Nie wiedziałam czy się zgodzić, ale ostatecznie wolałam wracać z nim, niż sama. Kiedy tak szliśmy przez port rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym, jakbyśmy znali się od dawna.Czułam narastające napięcie. Jakby każde z nas chciało coś powiedzieć lub zrobić, ale się bało.

Nagle Tom się zatrzymał, stanął przede mną, objął moją twarz dłońmi i mówiąc, że mam najładniejsze oczy jakie widział, pocałował mnie długo i delikatnie. A ja... Ja... się obudziłam :P

To był jedyny sen, który mi się śnił przez ostatnie kilkanaście dni.


Przyjemności życzę :D


Elizabeth S.


Ps. Wstawiłabym jakieś wakacyjne foto, ale z telefonu ciężko na bloga cokolwiek wrzucać.

18:25, rozbitek_elizabeth_s
Link Dodaj komentarz »
sobota, 02 sierpnia 2014

Drodzy Czytelnicy,

 

Dziś będzie szybko i na temat, bo nie ma mnie kto spakować i cierpię na za krótką dobę (co z tego, że mam listę potrzebnych rzeczy jak nie mam kiedy tego wszystkiego pozbierać?;)

Jack’u mam nadzieję, że nie piłeś (żeby to zaschnięte gardło uratować) wody nas otaczającej, bo ona przecież słona jest ;)

Czas ogłosić wyniki konkursu :)

Prawidłowe odpowiedzi to:

1. wyzwanie, przyjęte, rozbitek,

2. Stary amant jak piec stary: dużo swędu, mało pary!,

3. Żółw,

4. Długa droga w dół,

Bezapelacyjnie i z najmniejszą liczbą błędów wygrała osoba z nickiem: bob bob. Dodatkowo ta osoba rozbroiła jury konkursowe odpowiedzią na 3 zadanie, która brzmiała „piesek” :D :D :D :D Czyżby Freud miał rację? ;)

Wszystkim innym gratulujemy i życzymy powodzenia kolejnym razem :)

Tak na marginesie – współczuję wszystkim, którzy mają roztrzepane rodzeństwo. Moje doświadczyło mnie nerwówką ekstremalną – zaginięcie wszystkich dokumentów tożsamości nie ułatwia sprawy przeprawy granicznej. O dziwo, Polska to przyjazny kraj (też się na szczęście zdziwiłam) i istnieje w wyjątkowych sytuacjach (ta była bardzo wyjątkowa) możliwość wyrobienia paszportu tymczasowego w 5 godzin (słownie: pięć!)

 

Elizabeth S.

 

PS Kisić ogóra :D Tym razem ja się uśmiałam :D

 

czwartek, 24 lipca 2014

Droga Elizabeth,

właśnie wyszedłem pozbierać ogórki bo w tym roku wyjątkowo dobrze obrodziły. Ciepłe i wilgotne lato w moich stronach daje nadzieję, że zimą będę sięgał po nie bez obawy, że to już ostatni słoik, będę sięgał po kiszone z czosnkiem lub z chrzanem z liśćmi wiśni i koprem. I będę je zjadł! - jak mawiał pewien piłkarz.
Nicht desto trotz - jak mawiał Miro Kloze, też piłkarz - samo zbieranie ogórków nie jest czynnością godną rozbitka pretendującego do roli pirata. Między żniwami pokładam się także ze śmiechu czytając nadsyłane odpowiedzi na nasz konkurs. Tu muszę się kompletnie zgodzić z Tobą, droga Elizabeth, że konkurs ten jest świetną zabawą dla wymyślających zadania. Dla czytających myślę, że również...

Aż musiałem surowym ogórkiem przegryźć, bo mi w gardle zaschło ze śmiechu.

Ale nie będę uprzedzał faktów. Zdradzę jedynie, że podglądając prace szanownej komisji, zauważyłem, że jest lider, który może zgarnąć pulę nagród. Ale nie będę się wtrącał, nie mój rower, nie moje pedały - jak mawiał Grzegorz Lato, też piłkarz - niech komisja rozstrzygnie!

A ja, jak przystało na rozbitka pretendującego do pirata, pozdrawiam i idę zakisić ogóra.

Jack S.



poniedziałek, 21 lipca 2014

Drogi Jack'u,


O jakiej emeryturze Ty mówisz? Młody chłopak jesteś, czego dowiodłeś sam sobie niedawno. Nie marudź na brak czasu - w końcu zobaczysz jak to jest pracować, a nie bąki zbijać robiąc wpisy na bloga(i) :P

Dzisiaj przyszedł czas na ostatnie zadanie konkursowe :)
Długa wyprawa przede mną, dlatego postanowiłam jeszcze przed nią dokończyć zaczęte sprawy.
Bo co będzie jeśli nie wrócę i zostanę w krainie gór i mórz, dolin i plaż, zamczysk i wieżowców, dzieląc los milionów Polaków?

Choć Internet tam też podobno mają. Ale tylko podobno...

OK... Nikt mi nie uwierzy, że mogłabym się wyprowadzić ze swojego "przecudownego" kraju :P Za bardzo go kocham za jeziora, pagórki, lasy i starą polską biedę.
Planując wszystkie swoje wyprawy, uwielbiam robić listy zakupów (których zawsze jest kilka i nikt nie wie, która jest tą ostatnią i prawidłową), sporządzać listy kosztów (ta przeważnie jest jedna - i rośnie do niebotycznych rozmiarów, niestety), do tego sprawdzam, która droga jest najoptymalniejsza, jeśli chodzi o szybkość i koszt paliwa (wie ktoś jaki program nawigacyjny jest najlepszy na Europę i nie wprowadzi mnie na zamkniętą autostradę? Dla hejterów -> wiem, że trzeba patrzeć na znaki :P).
Po prostu lubię mieć podróż pod kontrolą.
A że w połowie trasy okazuje się, że zapomniałam spakować kilka istotnych rzeczy... Są wakacje! Kto by się tym przejmował? Chyba, że to pieniądze albo dowód osobisty, to wtedy gromy i pioruny lecą ;) Tylko jedna rzecz mnie w tegorocznej wycieczce przeraża. 1,5 godziny będę zdana na innych i innym będę musiała zaufać, że dowiozą mnie do celu. A że te 90 minut spędzę zapewne z głową opuszczoną w dół... Tylko Boski wie jak temu zaradzić, ale go ze mną nie będzie...
Właśnie sobie uświadomiłam, że ktoś miał kiedyś rację pisząc mi, że jestem pedantyczna. Choć nie... ja wcale taka nie jestem. Poukładana - lepiej pasuje :)

Wracając do konkursu. Aż łezka w oku się kręci, bo nie wiem jak Ty Jack'u, ale ja bawiłam się świetnie wymyślając swoje zadania konkursowe, a Twoje rozwiązując (moje IQ wzrosło o kilka punktów :P). Trzeba pomyśleć o następnej edycji ;)
Dzisiejsze zadanie polega na znalezieniu w tym liście tytułu jednej z moich ulubionych piosenek jednego z moich ulubionych zespołów. Nie będę wredną mendą (niektórzy mają taką pochlebną opinię o mnie :P) i dam podpowiedź. Aby ją uzyskać należy wysłać e-mail na adres: elizabeth_s@op.pl, w tytule wpisując: podpowiedź.

Życzę wszystkim udanej zabawy i powodzenia!


Elizabeth S. - oby jednak nie rozbitek ;)

20:16, rozbitek_elizabeth_s
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 07 lipca 2014

Droga Elizabeth,

Ty się nie możesz doczekać połowy miesiąca a ja już chyba zaczynam tęsknić za emeryturą. Wiem, że to głupie w tym wieku pisać o emeryturze a już całkiem bez sensu pisać w czasach, kiedy wiek emerytalny rośnie szybciej niż nam przybywa lat. Tak czy owak marzy mi się dłuuugi, wooolny czas, w którym mógłbym się z przyjemnością poświęcić rzeczom, na które teraz jakby mi owego czasu braknie.

Jak zapewne słyszałaś (a jak nie słyszałaś, to po skromnej korespondencji się pewnie domyśliłaś), że zmieniłem pracę. Co prawda zmiana nie była zbyt drastyczna, zwykle zmieniałem bardziej spektakularnie pracodawców, ale nowy materiał, związany ze zmianą, jaki muszę wchłonąć jest tak obszerny, że czuję się jak - nomem omen - student. A jak wiesz studenci czasu na nic nie mają. Albo pieniędzy nie mają. Już nie pamiętam czego nie mają studenci - ja nie mam czasu już chyba w ogóle!
Ba! jest nawet gorzej! bo ten wolny czas, którego nie mam w ogóle, czasem jednak bywa! Wiem, że to skomplikowane, ale jakby co to mogę wszystko udowodnić matematycznie. I ten czas, który czasem bywa jest jakiś taki nijaki. Zamiast go celebrować z namaszczeniem (chodzi mi o przenośne znaczenie tego słowa) to ja go jakoś przepitalam, przeputuje, przepimpowywuje...
I nie wiem, czy jest to wynikiem tego, że moja nowa praca wyciąga ze mnie energię czy może mój wolny czas się już nieco zużył, wyblakł i zmatowiał.
Obawiam się, że i jedno i drugie ma tutaj miejsce, wiec muszę coś z tym niezwłocznie zrobić, bo mój wolny czas (którego już nie mam w ogóle) oscyluje w granicach dwóch godzin dziennie i to o północy a i to już nawet nie...
A Ty nie przejmuj się! już jadę z odsieczą! To znaczy... zaczynam opracowywać aplikację, która z zaświatów będzie wysyłać piękne, kwieciste, jak żywe wiadomości! (jeśli tylko znajdę na to czas).

równie zapracowany

Jack S.
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9